Bóg nie jest czarodziejem

Data:

Bóg nie jest czarodziejem, który, jeśli zechce, zaspokoi nasze zachcianki. Tak uprawiana religijność jest wprzęgnięta w służbę ego, odcina nas od prawdy i sprawia, że hołdujemy złudzeniom jednostkowego, zakończonego śmiercią życia.

Jezus powiedział, że ten kto pragnie życia, straci je, natomiast ten, kto życia się wyrzeknie, zachowa je na wieki. Wyrzeczenie się pragnienia życia to pozbycie się poczucia odrębności i posiadania, to przebudzenie. Buddyjskie powiedzenie, które wyraża tę samą treść, brzmi: "Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, gdy umrzesz".

Czymże jest wiara, jeśli nie przeczuciem Prawdy? [...] moja wiara [...] pozwoliła mi wyruszyć w trudną i wymagającą podróż ku drugiemu, niewidocznemu brzegowi. Przeczuwałem zasadniczą jedność wszystkiego; jedność podmiotu i przedmiotu, jedność słyszącego i słyszanego, widzianego i widzącego, nieba i ziemi, drogi i celu, ojca i syna, ducha i ciała, Buddy i mnie. A więc wierzyłem w przebudzenie Buddy, a tym samym w przebudzenie własne i bardzo go pragnąłem. Ta wiara - przeczucie, dodawała mi sił i budziła nadzieję w najtrudniejszych chwilach. Gdy wreszcie po latach mgła oddzielenia nieco opadła i dojrzałem zarys drugiego brzegu, spostrzegłem, że byłem  u celu, zanim zrobiłem pierwszy krok, i że od początku bez początku nie minęła ani jedna chwila.

Wszystkie znane mi wersje Początku podkreślają, że u swego zarania człowiek żył w stanie całkowitej jedności z Bogiem i z Wszechświatem, przebywając w krainie wiecznej szczęśliwości zwanej w tradycji chrześcijańskiej Rajem. Działo się tak, ponieważ istota zwana człowiekiem doświadczała wówczas siebie i wszystkich innych zjawisk i istot jako przejawów jedynego, jednorodnego bytu. Byt ten zwany jest w religiach monoteistycznych Bogiem, a np. w buddyzmie Prawdziwą Naturą albo Pustką. Inaczej mówiąc: człowiek został stworzony przez Boga na Jego wzór i podobieństwo. Całość była częścią, każda część była całością - tak jak każda fala jest morzem, a morze każdą falą. Nie istniał więc żaden powód, aby rajski człowiek czuł się podzielony na przestrzeń duszy i przestrzeń ciała.

Zauważmy, że po zjedzeniu owocu z Drzewa Wiadomości obie postacie ludzkie po raz pierwszy doświadczyły uczucia wstydu. W ich umysłach pojawiała się fałszywa, rozszczepiona świadomość ciała jako przedmiotu różnego od podmiotu, który go doświadcza, a także fałszywe widzenie drugiego człowieka jako bytu zasadniczo odrębnego.

... w umysłach pierwszych rodziców rozpoczął się lawinowy proces fragmentacji pierwotnej i doskonałej jedności boskiego bytu. Tak więc, zgodnie z tą interpretacją, wypędzenie z Raju należy uznać za tożsame i jednoczesne z pojawieniem się w naszym umyśle pierwszej dyskursywnej myśli. Wygląda na to, że tworząc iluzję oddzielenia, sami i na własne życzenie postawiliśmy się poza granicami rzeczywistego, rajskiego świata. Choć z drugiej strony trudno uznać, że wydarzenie tej natury mogło się wymknąć boskim planom.

Czas zastanowić się nad tym, jak to, co powstało w naszym umyśle w momencie oddzielenia, ma się do duszy. Czy słusznie z góry zakładamy, że to dusza właśnie wdała się w dychotomiczną, konfliktową relację z ciałem? Wszystko wskazuje na to, że nie - że to nie dusza, lecz wyobrażenie oddzielonego "ja" , zwane z łacińska ego, zamieszkało wówczas w ludzkim ciele.

Wszyscy ulegamy złudzeniu ego. Czyż nie wydaje nam się, że ludzik przypominający nasze lustrzane odbicie patrz na świat przez peryskopy oczu, słucha mikrofonami uszu, dotyka świata przez kombinezon skóry i smakuje go poprzez kubeczki smakowe języka? Ego-Ja wyobraża sobie samo siebie jako autonomiczny, wyizolowany byt mieszkający gdzieś w naszym ciele - a najpewniej w mózgu.

Przyznajemy więc, że moment wypędzenia z raju jedności w żadnej mierze nie był narodzinami duszy. Był narodzinami ego. W tym samym momencie zrodziła się także nasza pycha i arogancja, stanowiące samą istotę ego, które pierwotnie zamanifestowało się przecież w akcie przeciwstawienia się zasadzie boskiej jedności. Akt ten zwany jest w tradycji chrześcijańskiej pierworodnym grzechem nieposłuszeństwa. Myślę, że w kontekście naszych rozważań równie dobrze moglibyśmy nazwać go grzechem ego albo grzechem oddzielenia.

... dyskusja na temat relacji duszy i ciała staje się bezprzedmiotowa. Między duszą a ciałem nie może być bowiem żadnej relacji. Pierwotnie są jednym, jednym i tym samym. Jeśli dostrzegamy jakąś relację między duszą i ciałem, oznacza to, że przypisujemy duszy atrybuty ego. Robimy to zresztą nagminnie i nawykowo, gdy  mówimy: "ja mam duszę", "moja dusza" albo "moja dusza jest uwięziona w ciele" - zapominając, że dusza należy do Boga, czyli że nie jest od Niego różna.

... posiadanie i  kontrola stają się [...] prawdziwą obsesją ego. W związku z tym zagarnia ono wszystko - ale i tak nigdy nie zostaje nasycone. Twierdzi więc, że ma ciało i że ma duszę. Mówi: to ja żyję to życie. Przywłaszcza sobie cnoty i talenty. Wydaje mu się, że posiada innych ludzi, np. żonę, męża, dzieci. Wyobraża sobie, że Bóg mu oddał świat we władanie. Zawłaszczyło nawet samego Boga, w którego wierzy albo nie wierzy, zna Go albo nie zna, arogancko mieni się Jego obrońcą i rzecznikiem albo uznaje Go za sojusznika w swoich szalonych, nienawistnych i chciwych przedsięwzięciach.

Stereotyp, który każe nam sądzić, że świat zwierząt jest straszny i agresywny, a my ludzie, piękni i kochający, trzeba jak najprędzej porzucić. Nasza naturalna popędowość staje się nieobliczalna i zwyrodniała przez to, że zostaje wprzęgnięta w służbę ego. Aby ten niebezpieczny proces kontrolować poprzez wychowanie i uczestniczenie w tzw. wyższej kulturze, instalujemy w naszych umysłach kontrolera zwanego superego, ale i on przysparza wielu kłopotów, bo jest na ogół albo zbyt, albo nie dość represyjny.

z "Elementarza dla kobiety i mężczyzny " Wojciecha Eichelbergera

Komentarze

Zostaw komentarz