Przypowieść o poszukiwaniu.

Data:

Żyła kiedyś bardzo wielka mistyczka Sufi, Rabia al-Adawia. Któregoś wieczora ludzie zobaczyli, jak szuka ona czegoś na drodze. Była starą kobietą, oczy miała słabe, trudno było jej patrzeć. Sąsiedzi przyszli jej więc pomóc.
- Czego szukasz? - zapytali.
- To nieważne, ja tylko szukam - odpowiedziała Rabia. - Jeżeli możecie mi pomóc, pomóżcie.
- Rabia, oszalałaś? Mówisz, że nasze pytanie jest nieważne, ale jeżeli nie wiemy, czego szukasz, jak mamy ci pomóc? - zapytali, śmiejąc się.
- Dobrze, tylko po to, żeby was zaspokoić, powiem, że szukam igły, zgubiłam igłę - rzekła.

Zaczęli jej pomagać, ale uświadomili sobie, że droga jest wielka, a igła to coś bardzo małego. Zapytali więc Rabię:
- Powiedz nam, gdzie ją zgubiłaś, gdzie dokładnie. Bez tego trudno nam będzie. Droga jest wielka, możemy szukać i szukać. Gdzie ją zgubiłaś?
- Znowu niepotrzebne pytanie - rzekła Rabia.
- Co to ma wspólnego z moimi poszukiwaniami?
- Naprawdę oszalałaś! - zatrzymali się.
- Dobrze, tylko po to żeby was zaspokoić, powiem, że zgubiłam ją w domu. - powiedziała.
- Czemu więc szukasz tutaj?- zapytali?
- Ponieważ tutaj jest światło, a wewnątrz światła nie ma - podobno odpowiedziała Rabia. Słońce zachodziło, na drodze nadal było trochę światła.
Ta przypowieść jest bardzo znacząca. Czy zastanawiałeś się, czego szukasz? Czy kiedykolwiek dokonywałeś głębokiej medytacji, by poznać, czego szukasz? Nie. Nawet jeżeli w jakichś krótkich ulotnych chwilach miałeś przeczucie, czego szukasz, nigdy nie było to dokładne, pewne. Nie określiłeś tego. Jeśli spróbujesz to zdefiniować, im bardziej będziesz to robić, tym bardziej będziesz czuć, że nie ma potrzeby samego poszukiwania. Poszukiwanie można prowadzić tylko w stanie niejasności, śnienia; gdy sprawy nie są wyjaśnione, szukasz. Popychany jakimś wewnętrznym impulsem, poczuciem pilności, wiesz, że musisz szukać. To taka wewnętrzna potrzeba. Ale nie wiesz, czego szukasz.
Dopóki nie dowiesz się, czego szukasz - jak możesz to znaleźć? To takie niejasne, myślisz, że to pieniądze, władza, prestiż, poszanowanie. A potem widzisz ludzi szanowanych, mających władzę... oni też szukają. Widzisz ludzi ogromnie bogatych, oni też szukają. Do samego końca życia szukają. Bogactwo więc nie pomoże, ani władza. Poszukiwania trwają bez względu na to, co masz.
Poszukiwania muszą więc dotyczyć czegoś innego. Nazwy, etykiety, pieniądze, władza, prestiż, służą tylko uspokojeniu umysłu. Są tylko po to, by pomóc ci poczuć, że czegoś szukasz. To coś nadal jest nieokreślone, jest niejasnym przeczuciem.
Pierwszą sprawą dla prawdziwego poszukującego, który stał się nieco świadomy, jest zdefiniowanie poszukiwania; sformułowanie wyraźnej koncepcji, określenie, czego dotyczy; doprowadzenie tego do śniącej świadomości, spojrzenie w to i zmierzenie się z tym. Natychmiast zaczyna się przemiana. Gdy zaczniesz definiować poszukiwania, tracisz nimi zainteresowanie. Im lepiej zdefiniowany przedmiot poszukiwań, tym jest go mniej. Gdy dokładnie wiesz, co to jest, nagle zniknie. Istnieje tylko wtedy, gdy nie zwracasz na niego dość uwagi.
Powtórzę: poszukiwanie istnieje tylko wtedy, gdy śpisz; tylko wtedy, gdy nie jesteś uważny. Nieświadomość stwarza poszukiwania.
Rabia ma rację. Wewnątrz nie ma światła. Ponieważ wewnątrz nie ma światła i świadomości, szukasz na zewnątrz - bo na zewnątrz wszystko wydaje się być wyraźniejsze.
Nasze zmysły są ekstrawertyczne. Oczy otwarte są na zewnątrz, ręce poruszają się na zewnątrz, nogi poruszają się w marszu na zewnątrz, uszy słuchają zewnętrznych hałasów i dźwięków. Cokolwiek jest ci dostępne, wszystko otwiera się na zewnątrz; wszystkich pięć zmysłów żyje ekstrawertycznie. Zaczynasz szukać tam, gdzie widzisz, czujesz, dotykasz - światło zmysłów pada na zewnątrz..., a poszukujący jest wewnątrz.
Trzeba zrozumieć tę dychotomię. Poszukujący jest wewnątrz, a ponieważ światło jest na zewnątrz, poszukujący staje się ambitny, próbuje znaleźć na zewnątrz coś, co dałoby mu spełnienie.
Tak się nigdy nie stanie i nigdy tak nie było. Nie może tak być w samej naturze wszystkiego, gdyż dopóki nie znajdziesz poszukującego, wszystkie poszukiwania nie mają znaczenia. Dopóki nie poznasz, kim jesteś, wszystko, czego szukasz, jest próżne, gdyż nie znasz poszukującego. Nie znając poszukującego, jak możesz właściwie działać, iść w dobrym kierunku? Niemożliwe. Najpierw trzeba zająć się sprawami najważniejszymi.
Gdy ustanie wszelkie poszukiwanie i staniesz się świadomy, że jest tylko jedno, co trzeba poznań- "Kim jest ten poszukujący we mnie? Czym jest ta energia, która chce szukać? Kim jestem? - następuje przemiana. Wszystkie wartości nagle się zmieniają. Zaczynasz żyć wewnątrz.
Rabia nie będzie wtedy siedziała na drodze i szukała igły zgubionej gdzieś w ciemności własnej wewnętrznej duszy. Gdy zaczniesz żyć wewnątrz... Na początku jest tam bardzo ciemno, Rabia ma rację. Jest bardzo, bardzo ciemno, bo przez całe żywoty nigdy nie byłeś wewnątrz, twoje oczy były skupione na świcie zewnętrznym.
Zauważyłeś? Gdy czasem z bardzo słonecznej drogi, gdzie jest jaskrawe światło, nagle wejdziesz do domu, jest bardzo ciemno, ponieważ oczy są skupione na świetle na zewnątrz. Gdy jest dużo światła, źrenice oczu kurczą się. W ciemności oczu muszą odpoczywać. Jeżeli jednak nieco dłużej posiedzisz, stopniowo ciemność znika. Jest więcej światła, oczy się przyzwyczajają.
Od wielu żywotów jesteś na zewnątrz, w gorącym słońcu, w świecie - gdy wchodzisz do wewnątrz, zupełnie zapominasz, jak dostosować oczy. Medytacja nie jest niczym innym, jak właśnie dostosowaniem wzroku. A jeśli stale patrzysz do wewnątrz (potrzeba na to trochę czasu), stopniowo zaczniesz odczuwać to piękne, wewnętrzne światło. Nie jest ono agresywne, nie przypomina słońca, bardziej wygląda jak księżyc. Nie błyszczy, nie oślepia, jest bardzo zimne, nie jest gorące, jest bardzo współczujące, kojące, jak balsam.
Powoli, gdy dostosujesz się do wewnętrznego światła, zaczniesz widzieć, że to ty jesteś źródłem. Poszukujący jest tym, co jest poszukiwane. Wtedy zobaczysz, że skarb jest w tobie, a problemem było tylko to, że szukałeś go na zewnątrz. Szukałeś go gdzieś na zewnątrz, a on zawsze był w tobie. Szukałeś w niewłaściwym kierunku - tylko tyle.
Rodzimy się by żyć w błogości, to nasze prawo naturalne. Ludzie są jednak tak głupi, że nawet nie domagają się tego, co jest ich naturalnym prawem. Bardziej interesują się tym, co mają inni, i zaczynają zabiegać o te rzeczy. Nie patrzą do swego wnętrza, nie szukają we własnym domu.
Człowiek inteligentny zaczyna poszukiwania od swego wewnętrznego istnienia, to jego pierwsze badania, bo dopóki nie pozna siebie, jak może szukać w świecie? Świat jest tak ogromny... A ten, kto szuka wewnątrz, znajduje natychmiast. To nie jest jakiś stopniowy proces, ale nagłe zjawisko, nagłe oświecenie.

Komentarze

Zostaw komentarz